Current93


The Dream of a Shadow of Smoke

"So is every man. He is born in vanity and sin. He comes into the world like morning mushrooms, soon thrustling up their heads into the air, and conversing with their kindred of the same production, and as soon as they turn to dust and forgetfulness, some of them without any other interest in the affairs of the world, but that they made their parents a little glad and very
sorrowful..."

Ashes to ashes, dust to dust

"Others ride longer in the storm, maybe until seven years of vanity be expired and then, pereadventure, the sun shines hot upon their heads, and they fall into the shades below, into the cover of death and darkness and the grave to hide them. But if the bubble stands the shock of a bigger drop, and outlives the chance of a child or a careless nurse, or drowning in a pail of water, or being overlaid by a sleepy servant, or such little accidents, then the young man dances like a bubble, empty and gay, and shines like a dove's neck, or the image of a rainbow, which has no substance, and whose very imagery and colours are fantastical. And so he dances out the gaiety of his youth, and is all the while in a storm, and endures only because he is not knocked on the head by a drop of bigger pain, or crushed by the pressure of a load of undigested meat, or quenched by the disorder of an ill-placed humour.

Homer calls man a leaf, the smallest; Pindar calls him the dream of a shadow, another, the dream of a shadow of smoke; but St. James spake, by a more excellent spirit,saying our life is but a vapour, that is to say, drawn from the air by a celestial influence, made of smoke and the lighter parts of water, tossed by the wind and moved by the motion of a superior body, without virtue in itself and lifted up on high or left below, according as it pleases the demands of its
foster fathers..."

Ashes to ashes, dust to dust

In my mind is the sound
Of rudderless ships
A time, and a time
And a time
And a time
So much silence
Deafens our ears
So much emptiness
Hinders our movements
Lost in the earth
And lost in the air
Around my hollow globe
Broken feathers
Blocking my words
And the no-one speaks
Oh no-one moves
Broken in snow
The sun bares teeth
So one: I shall build a boat
Two: I shall not fly a flag
Three, three, three:
God's three functions
So three: I shall cross myself
Four: and hope to die

Sen Cienia Ulotnego Pyłu

Tym właśnie jest człowiek. W marności zrodzony i grzechu. Pojawia się na świecie, jak grzyby o świcie i wnet, śmielej wystawiając głowę, dołącza do chóru innych, tego samego, co on, pochodzenia. Bywa, że w proch się wkrótce obraca i odchodzi w niepamięć, żadnego nie odciskając piętna na sprawch tego świata, poza tym jedynie, że radości swym rodzicom przysporzył ledwie, ledwie, a zasmucił ich wielce…

Popiół i proch, popiół i proch…

Inni dalej wędrują w burzy, gdy zaś kolejnym przypadkiem ich życia, po siedmiu latach próżnych, staje się piekący żar słońca - odchodzą do cienistych dolin, pod bezpieczne przykrycie śmierci, ciemności i grobu. Gdy zaś mydlana bańka zniesie uderzenie większej kropli i wyjdzie cało z doświadczeń dzieciństwa, wbrew nieostrożnym nianiom, głębokim studniom, śpiącym opiekunom - sprawcom śmiertelnych przygnieceń, czy wbrew innym takim trywialnym niebezpieczeństwom - to młody człowiek pląsa potem, błaho i radośnie, jak piórko na wietrze i błyszczy jak szyja gołębicy lub jak obraz tęczy, bez żadnej treści, pełen za to fantastycznych barw i wyobrażeń. Więc tańczy tak, na pokaz beztroskiej młodości, choć cały czas trwa burza, a on znosi ją tylko przez to, że nie doświadcza go żaden większy ból, nie rozrywa nie strawione mięso, ani nie razi niestosownie dobry humor…

Homer uznał człowieka za liść, najmniejszy. Pindar nazwał go snem cienia, czy dalej – snem  cienia ulotnego pyłu. Ale to Święty Jakub, pod natchnieniem istoty doskonalszej, orzekł, że życie jest tylko oparem, co oznacza, iż za sprawą siły wyższej wyłania się ono z powietrza, składając się z drobinek pyłu i lżejszych cząsteczek wody, wymieszanych przez wiatr. Wprawiane w ruch przez byt nadrzędny - samo w sobie nie odznaczając się niczym szlachetnym - wynoszone jest ono w górę, lub ciskane jest w dół, zgodnie z wolą i potrzebą ojcowską…

Popiół i proch, popiół i proch…

W głowie słyszę, odgłos z jakim
Suną dryfujące statki
I raz i raz
I znów i znów
I znów i znów
Tak wielka cisza
Ogłusza nas
Tak wielka pustka
Zwala nas z nóg
Zgubiony na ziemi
Zgubiony w przestworzach
Wokół pozorów świata
Puch z piór zlamanych
Tłumi me słowa
Przemawia nicość
I prze poprzez dni
Przez zamieć i chmury
Słońce szczerzy kły
Więc po pierwsze – zbuduję łódź
Po drugie –  flagi nie wciągnę
A po trzecie, po trzecie
Jak trzy aspekty boże
Po trzecie więc – przeżegnam się
Po czwarte...z nadzieją na śmierć…



Dodaj komentarz

Dodaj komentarz


Twoje imię(*):
Komentarz(*):
 

Poprzednia: Nick Cave
Następna: Muse