tłumaczenia
Pink Floyd

The Wall

Spis utworów · 26

Oko w oko?..

.... z nami?”

No cóż, więc zechciałeś

Przyjść na ten show

Po ten ciepły dreszcz uwiedzenia

Hipnotyczną mgłą

I powiedz mi, słonko, czy coś Ci umknęło

Czy całkiem inaczej miało tu być?

Jeśli poznać chcesz co skrywa zimna toń tych oczu

Przez kamuflaż musisz przedrzeć się do wnętrza ich

„Światła! Głośny łomot! Zaczynamy!

Zrzucić to, zrzucić, zrzucić to na nich!”...

Kruchy Lód

Skarbie, mama kocha Ciebie

Tatuś kocha Ciebie także

Morze - zdaje ci się ciepłe, skarbie

A niebiosa - jasne

Lecz, dziecino

Dziecino

Dziecino kochana

Gdy już sam będziesz iść

Po tej kruchej tafli dni

Na swych plecach czując ciężar

Niezliczonych ludzkich łez

Nie dziw się, gdy się załamie

Cienki lód pod stopami

Instynktownie i w popłochu

Będziesz, pchany własnym strachem

Chwytał się kruchego lodu

Jeszcze Jedna Cegła w Murze ( część I)

Tata jest za oceanem

Trochę wspomnień mam tu po nim

I w albumie jakieś zdjęcie

Tato, czy coś może pominąłem?

Tato, czy coś zostawiłeś więcej?

A to tylko jedna z wielu cegieł w murze

Wszystko tu jest w sumie tym ceglanym murem

„ Ty! Tak - Ty! Ani kroku – chłopcze!

Nasze Najszęśliwsze Dni

Gdy przyszedł czas, by pójść do szkół

Byli w nich tacy nauczyciele

Co tylko chcieli sprawić nam ból

Na głos drwili ze wszystkiego

Co nam się udawało

Na wierzch wywlekali każdą

Ukrywaną przez nas słabość

Lecz w mieście każdy wiedział to

Że po pracy czekał ich

Wycisk od ich własnych żon -

Sadystycznych, tłustych świń

Jeszcze Jedna Cegła w Murze ( częśc II)

Nam nie trzeba waszych nauk

Iść nie chcemy na postronku

Już dość tych uszczypliwości

Belfrzy, dajcie wy nam spokój

Hej, zgredy, dajcie dzieciom spokój

A to tylko jedna, z wielu cegieł w murze

Szkoła też jest jedną, z wielu cegieł w murze

Nam nie trzeba edukacji

Waszych kazań i moresu

Ćwiczcie sarkazm na kimś innym

Belfrzy, zejdźcie z naszych pleców

Hej, zgredy, zejdźcie dzieciom z pleców

A to tylko jedna z wielu cegieł w murze

Szkoła też jest jedną, z wielu cegieł w murze

„-Źle! Jeszcze raz!|

Jeśli nie zjesz mięsa, nie będzie deseru

Nie licz na deser, jesli nie tkniesz mięsa

Ty! Tak – Ty, za szopką na rowery! Ani kroku – chłopcze!”

Mamo…

Mamo, czy musimy bać się bomb

Mamo, czy polubią ten mój song

Mamo, czy spróbują złamać opór mój

Powiedz czy zbudować mur?

Mamo, czy mam zostać prezydentem

Mamo, czy rządowi ufać jeszcze

Mamo, czy na pierwszą linię rzucą mnie

Czy daremne wszystko jest?

Cicho bądź, maleńki, nie płacz tyle

Mama wszystkie twe koszmary sama wcieli w życie

Zaszczepiając w Tobie własny lęk i ból

Mama nigdy nie zostawi Ciebie tu samego

Z gniazda nie wypuści, może zgodzi się, byś śpiewał

Mama mocno cię otuli, jak do snu

Och skarbie, och skarbie, skarbie

Oczywiście, ze pomoże Ci wznieść mur

Mamo, powiedz mi, czy ona się nadaje dla mnie

Mamo, czy nie będzie zagrożeniem dla mnie

Czy twojego chłopca ona nie zawiedzie

Powiedz, czy mi złamie serce?

Cicho bądź maleńki, nie płacz tyle

Mama dobrze sprawdzi każdą twą dziewczynę

Nie dopuści, by ktoś Ciebie zbałamucił

Będzie czekać i nie zaśnie, nim nie wrócisz

Mama zadba o twe dobre prowadzenie

Och, dziecino, mój ty skarbie

Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem

Mamo, nie za wiele już tych cegieł?

Żegnaj, Jasne Niebo…

” Patrz, mamusiu, tam w górze leci samolot”

Czy widziałeś ludzką trwogę?

Czy słyszałeś wybuch bomb?

Czy nie dziwi cię, że w dobie wspaniałego i nowego świata

Trzeba pod błękitnym niebem stawiać schron

Czy widziałeś ludzką trwogę?

Czy słyszałeś wybuch bomb?

Pożar wygasł już, lecz ból nie mija wciąż...

Żegnaj, Jasne Niebo

Żegnaj, Jasne Niebo

Żegnaj...

Żegnaj...

Puste przestrzenie

Czego użyjemy

By wypełnić puste przestrzenie

Gdzie zwietrzał cement naszych słów

Czym uzupełnić

Ostatnie wgłębienia

Czym mam wykończyć ten mur?

Pokusy młodości

Jestem tu po raz pierwszy

Nie znam miasta, lecz

Chcę się nim nacieszyć

Czy ktoś oprowadzi mnie?

Och, chcę do zdrożnych kobiet

Och, jakieś dziewczę chcę

Czy któraś z nich, z zimną wprawą

Obudzi we mnie prawdziwego „macho”

Rockowego weź tułacza, mała

Mała – proszę, wyzwól mnie

Och, chcę do zdrożnych kobiet

Och, jakieś dziewczę chcę

Jeden Z Moich Ataków

W pochodzie dni, miłość szarzeje

Jak człowiek stojący nad grobem

Wciąz udajemy, ze wszystko jest dobrze

Lecz ja się starzeję

Ty stałaś sie oschła

Nic nam nie sprawia radości

I czuje, jak we mnie znów tyka bomba

Wewnatrz robię się chłodny

Spięty jestem, jak gorset

Drętwy - jak werbel żałobny

Biegnij do łazienki

Tam, w walizce, z lewej

Ulubioną mam siekierę

Och, po co ten strach?

To przejściowy stan

Mam swój gorszy dzień

Chcesz, to włączę TiVi

Chcesz, to w łóżku zakop się

Chcesz, to sobie pomilczymy

Może chcesz coś zjeść?

Może sprawdź, czy latać umiesz?

Chcesz?

Może patrz, a ja pofrunę...

Może chcesz zawołac gliny?

Może chcesz powiedzieć – dość!

Czemu mi uciekasz stąd?

Nie Zostawiaj Mnie

Och, mała

Nie zostawiaj mnie

Nie mów mi, że to już kres

Kwiaty dałem Ci, pamietasz?

Potrzebuję Cię, maleńka

Żeby, kiedy inni patrzą

Ostro móc Cię besztać

Och, mała

Nie zostawiaj mnie|

Jak mogłaś odejść

Tak potrzebna jesteś mi

By wyżywać się na Tobie

W sobotnie wieczory

Och, mała

Nie zostawiaj mnie

Naprawdę, skabie, jak możesz|

Ode mnie uciekać

Och, mała

Czemu ode mnie uciekasz?

Jeszcze Jedna Cegła w murze ( częśc III)

Żadnej nie chcę już pociechy

Ani nic na wyciszenie

Znaki są na niebie, ziemi

Nic już nie jest mi potrzebne

Nie, wszystko stało się zupełnie zbędne

Wszystko tu jest w sumie tym ceglanym murem

Każdy z was był jedną z wielu cegieł w murze

Żegnaj Okrutny Świecie

Żegnaj, okrutny świecie

Odchodzę dziś, a więc

To słowa mego pożegnania...

Żegnajcie, wszyscy ludzie

Nie mówcie nic, i tak

Już nie zmienię zdania

Żegnam...

Jest Tam Kto Na Zewnątrz?

Jest tam kto, na zewnątrz...

Jest tam kto, na zewnątrz

Jest tam kto, na zewnątrz...

Jest tam kto, na zewnątrz?...

Hej Ty

Hej Ty - tam, na zimnie tkwiący

Podstarzały i samotny

Czy mnie czujesz?

Hej Ty - tam, na bocznym torze

Z tym proszącym o coś wzrokiem

Czy mnie czujesz?

Hej Ty, nie daj im nadziei zabić

Nie poddawaj się bez walki

Hej ty - sam, przy telefonie

Nagi, czekasz, aż zadzwoni

Czy mnie dotkniesz?

Hej, Ty – z uchem swym przy ścianie

By usłyszeć kogoś za nią

Czy mnie dotkniesz?

Hej, Ty, czy byś pomógł mi nieść głaz

Otwórz serce - wraca brat...

Lecz tak się nie stało tu

Sami to widzicie, że

Zbyt wysoko wyrósł mur

Choć jak mógł, tak się starał

To wolności swej nie znalazł

A robactwo wżarło mu się w mózg

Hej Ty – tam, pośrodku drogi

Wszystko, co Ci każą - zrobisz

Czy pomożesz?

Hej Ty – z tamtej drugiej strony

W przedpokoju szkło tłukący

Czy pomożesz?

Hej Ty – nie mów mi, że brak nadziei

Razem - przetrwamy, osobno – zginiemy

Nikogo Nie Ma W Domu

Mam czarną książeczkę, a w niej moje wiersze

Mam w swojej torbie pastę i grzebień

Kość czasem mi rzucą, kiedy kłów nie szczerzę

Mam buty na paski, a nie wiązane

Mam syndrom opuchniętych rąk

Mam w TiVi - kanałów sto do wyboru

a wszystkie gówniane

Mam światło na prąd

Mam taki wzrok

Że widzę na wskroś i naokoło

I stąd wiem już

Że kiedy znów

Do ciebie zadzwonię|

W domu nie będzie nikogo

Mam fryz, jak Jimmie Hendrix

Mam w koszuli, którą lubię

Multum drobnych wypalonych dziurek

Mam palce od tytoniu żółte

I srebrną łyżkę z łańcuszkiem

Mam fortepian, by na nim oprzeć swoje szczątki

Mam oczy zielone, wzrok - zapatrzony

Mam pęd do latania, lecz

Lecieć nie bardzo mam gdzie...

Och, skarbie, za każdym razem, kiedy dzwonię

Wciąż nikogo nie ma w domu

Mam buty tak modne, że nie wiem...

Mam coraz wątlejsze korzenie....

Vera Lynn

Czy ktoś oprócz mnie pamięta Verę Lynn

I jej słowa, że

Kiedyś się spotkamy znów

W słoneczny jakiś dzień?

Vera! Vera!

Kim się teraz stałaś?

Czy ktoś tu nadaje jeszcze

Na moich falach?

Każcie chłopcom wracać

Każcie chłopcom wracać

Stamtąd - do swych domów

Ich nie zostawiajcie samych

Tam, na łasce losu...

Odrętwiała Lekkość

Halo...

Czy jest tam kto?

Daj znak, jeśli mnie słyszysz

Czy jest tam w domu ktoś?

Co z Tobą?

Podobno jesteś rozbity

Mogę Twój ból złagodzić

Znów staniesz na nogi

Spokojnie...

Zacznijmy od kilku informacji

Najbardziej podstawowych

Możesz wskazać, gdzie cię boli?

Nie czuję bólu, jesteś na dalekim planie -

Odległy statek, dym na horyzoncie

Przybijasz do mnie, jak fale

Ruszasz ustami, lecz słowa nie dochodzą do mnie

Gdy byłem mały, miałem gorączkę

Moje dłonie były jak dwa balony

Teraz jest całkiem podobnie

I tak nie zrozumiesz tego, jak nalezy

Ja nie czuję siebie

Tak bardzo się stałem odrętwiale lekki...

O.K.

Potrzebny Ci zastrzyk

Tylko jeden...aaaaa

Trochę może Cię zemdlić

Teraz spróbuj wstać

Chyba będzie dobrze

Przetrwasz cały koncert

No idż, już czas...

Nie czuję bólu, jesteś na dalekim planie -

Odległy statek, dym na horyzoncie

Przybijasz do mnie, jak fale

Ruszasz ustami, lecz słowa nie dochodzą do mnie

Gdy byłem mały

Przez krótką chwilę

Dostrzegłem coś kątem oka

Coś co przepadło, nim zdążyłem się przyjrzeć

I nie wróciło już nigdy

Dziecko dorosło

Marzenie pierzchło

A ja zapadłem w odrętwiałą lekkość

Show Musi Trwać

Mamusiu, Tatusiu

Czy show musi trwać?

Tato, idźmy do domu

Mamo, nie chcę tu stać

Zabrano mi moją duszę

To straszna jakaś pomyłka

Nie godziłem się na to!

Czy za późno, by ją odzyskać?

Mamusiu, Tatusiu

Gdzie ta aura i powab

Mamusiu, Tatusiu

Czy spamiętam słowa?

Show musi trwać!

Oko w oko

Cóż, więc zechciałeś

Przyjść na ten show

Po ten ciepły dreszcz uwiedzenia

Hipnotyczną mgłą

Lecz słuchaj, słonko, mam złą wiadomość

Pink źle się poczuł i został w hotelu

A my przysłani tutaj w zastępstwie

Wnet się dowiemy, kim naprawdę jesteście

Czy są tu na sali jacyś dziwacy?

Pod mur z nimi raz!

Temu, w tym świetle, źle z oczu patrzy

Pod mur z nim raz!

Ten ma coś z Żyda!

A ten jest czarny!

Kto tej hołocie pozwolił tu wejść?

Ten ćmi tutaj skręta

A ten jest dziobaty

Na moje – wszystkim

Z nich - kula w łeb!...

Biegnij, jak Szalony

Biegnij, biegnij, biegnij...

Bierz nogi za pas

Tak, jak lubisz

Zakamufluj swoją twarz -

Grzecznie ułożone usta

Oczy niewidzące

Pusty uśmiech

A serce wyposzczone

Poczuj gorycz grzechów swej przeszłosci

Twoje nerwy są w strzępach

Skorupa pęka

Do drzwi żelazne

Łomoczą młoty

Lepiej uciekaj

Biegnij, biegnij, biegnij...

Bierz nogi za pas

Biegnij dzień i noc

Biegnij cały czas

Skryj głęboko w sobie

Brudne myśli swoje

A jeśli z dziewczyną chcesz jechać

Na randkę

Wybierz ustronne miejsce

na parking

Bo gdy Cię znajdą na tylnym siedzieniu

Jak się dobierasz do jej wdzięków

To wrócisz do mamy, syneczku

W tekturowym pudełku

„Otwieraj, ale już! Ha, ha, ha

Uderz, przywal...”

Czekając na robactwo

"Eins, zwei, drei, alle!"

Już mnie nie dosięgniecie

Choćbyście próbowali

Żegnaj, okrutny świecie, beze mnie

Tocz się dalej...

Tu za moim murem, mam swój własny bunkier

Czekam na robale

W pełnej izolacji, tu za swoim murem

Czekam na robale...

Zwycięstwo będzie nasze. My, tłumnie zebrani, przed ratuszem w Brixton,

zamierzamy...

...Czekać, by co uschło, wyciąć

Czekać na porządki w mieście

Czekać, żeby pójść z robactwem

Każdy w czarnej kamizelce

Czekać na pogromy zbędnych

Okna im powybijamy

I u drzwi staniemy nocą

Z ostatecznym rozwiązaniem

Żeby wzmocnić naszą rasę

Czekać, żeby pójść z robactwem

Czekać, aż zahuczy w piecach

Po tym, jak ucichnie w łaźni

Czekać na pedałów, żydów

Na czerwonych i na czarnych

Czy byś znów chciał żyć w Imperium

Tak, jak dawniej, przyjacielu?

Przyjdź i dołącz do robactwa

Dziś, na wiecu...

Czy do domu chcesz odesłać barwnych

swych kuzynów, bracie?

Musisz zrobić tylko jedno -

Związać się z robactwem

"Zbiórka robactwa – przy dworcu autobusowym w Brixton.Około 12 rozpoczynamy przemarsz ulicami Stockwell i Abbot’s. 12 minut przed trzecią ulicą Lambeth dotrzemy do mostu Vaxhall. Po przejściu przez most będziemy juz w dzielnicy Westminster...Należy się liczyć z tym, że w trakcie przemarszu napotkamy byc może jakieś..."

Dosyć!

Dosyć!

Ja chcę do domu

Chcę zrzucić to ubranie

I zniknąć stąd w tej chwili

Zamiast tego siedzę w celi

Muszę poznać werdykt

Czy to wszystko z mojej winy?

Proces

- Dzień dobry Sędzio, cny Robalu

Publiczne wnoszę oskarżenie

Przeciwko temu, który jawnie

Dopuścił się tu swoich uczuć

Uczuć, o zgrozo, niemal ludzkich

A to niedopuszczalne

Wezwać dyrektora szkoły

(Dyrektor)

- Ja zawsze to mówiłem wszystkim, że

Z niego nic ne będzie

Gdybym mógł, tłukłbym

Go, aż by zmiękł

Ale miałem związane ręce

Ujmują się za złoczyńcami

Artyści i czułe serca

Czy mógłbym mu przywalić teraz?...

Obłęd

To czysty obłęd, ja oszalałem

Straciłem zmysły

Do tego mnie doprowadzili

Obłęd, to czysty obłęd, on stracił zmysły

(Żona)

- Wreszcie za swoje masz, łajzo jedna

Obyś w areszcie gnił do śmierci

Rozmawiaj ze mną, prosiłam, lecz ty

Rzecz jasna miałeś swe własne ścieżki

Ile rodzin po drodze rozbiłeś?

Wysoki sądzie, tylko pięć minut

Z nim, na osobności!

(Matka)

Skaaaarbie!

Chodź do mamusi, mocno przytul się, kochany

Sędzio Robalu, ja zawsze go chroniłam

przed wszystkimi kłopotami

Czemu ode mnie się wyprowdził?

Czy teraz mógłby wrócić do mamy?

Obłęd

Kuku na muniu, ja oszalałem

Kraty na oknach

Muszą byc w murze jakieś drzwi, bo jak

bym się tu dostał?

Obłęd, kuku na muniu, on zwariował

( Sędzia)

Dowody z zeznań są tak spójne

I przy tym tak wymowne,

Że sąd nie musi wcale się naradzać

W całej praktyce mej sędziowskiej

Nikt bardziej nie zasłużył na to

Aby przykładnie go ukarać

Na myśl, jak bardzo ukrzywdziłeś

Swą zacną matkę oraz żonę

Aż zbiera mi sie tu na mdłości!

„Sędzio, zmieszaj go z błotem!”|

I skoro widać, jak na dłoni

Co Ciebie trwoży ponad wszystko

Tytułem kary – prosto w oczy

Spojrzysz swoim równieśnikom

Obalić mur!...

Po Drugiej Stronie Muru...

Pojedynczo lub parami

Przechadzają się tu tacy

Którzy szczerze Cię kochają

Jedni służą sami sobą

Inni w zespół siły zwarli

Artyści i czułe serca

Gotowi walczyć...

A gdy zrobią, ile mogą tu dla Ciebie

Część z nich dalej nie podoła, bo to jednak pewien trud

Sercem bić o mur, wzniesiony w chorych głowach

„Czy nie tak tu było też.....”?

Komentarze pojawiają się po akceptacji autora.