Chleb
Wersje baldricka
3 wersje · paź 2025 – lut 2026Muzyka i głos wygenerowane w Suno (AI)
Tego dnia
Miałam rozbierać choinkę
Ale powiedziałam matce
Że pójdę pierw po chleb
Na kolację, co nie?
Pójdę do Żabki
Nie ma tam kolejki
Może i drożej, ale dają te naklejki
Za 500 dostajesz maskotkę
Bynajmniej dla mnie
Są one mega słodkie
Jak wychodzę, on jak zawsze siedzi na ławce
Z Tajgerem
I się na mnie...
Patrzy
Ja idę, on się patrzy
Ja idę, on się patrzy
Ja idę on się patrzy
Jakby mi spod nóg uciekła gdzieś ulica
Gdy on mnie, co mam w tej siatce pyta
Ja mówię, że ja nie wiem
Że w ogóle, co go to…
Język mi się plącze
Nogi się pode mną gną, on
Mówi, że jego stara
Chleba nie kupuje
Tylko piecze sama
Kiedyś ciągle najebana
Teraz się uśmiecha czule
Chleb se wypieka, śmierci
Już nie wypatruje
Uśmiech ma na twarzy
O niczym już nie marzy
On łapie mnie za rękę
Tak dziwnie na mnie patrzy
Podchodzi tak blisko
Dotyka mojej twarzy
Rękę moją ściska
Od potu śliską
Jego oddech parzy
Tak się składa, mówi do mnie
że dziś stara
w ciężkim stanie
Na ojomie zlądowała
Raczej trochę tam zostanie
Tomografia dobrze jej nie wróży
A maszyna do chleba...
Dobra...
się kurzy
Ja bynajmniej bym odsprzedał ci ją tanio
Dodał gratis nakładkę
I książkę z przepisami
Piekłabyś se chleb
No i wogle
Byś nie musiała do tej Żabki już tak łazić ciągle
Od tamtej pory nic tylko wypiekam
Aż góra bochenków po sufit zalega
Z chleba upiekłam ściany, krzesła i obrazy
Zamiast łez okruszki, toczą się po mojej
Twarzy
O niczym już nie marzę
O niczym juz nie marzę
O niczym już nie marzę
