Obcy
Wersje baldricka
1 wersja · lut 2026Muzyka i głos wygenerowane w Suno (AI)
Mówiąc szczerze, mała
To ci goście wokół Ciebie
To zwyczajni hazardziści
Mówią, że z tym kończą
Gdy swój dom otwierasz tu przed nimi
Uwierz, proszę, znam się na nich
Ciężko razem iść z kimś takim
Kto się poddał, lecz pod skórą czuje
Te rozdania, te o całą pulę
Sprzątając po nim te jokery
Zobaczysz. że Ci dał niewiele
I niczego nie zamienił w uśmiech
On, jak każdy gracz,
celował w kartę
Tak wysoką, aby raczej
Już nie musiał tu dobierać dalej
Są jak Juzef, co wypatrzył w nocy stajnię
Są jak Juzef, co wypatrzył w nocy stajnię
Któregoś dnia Ci taki powie
O ścianę wsparty, przy Twym oknie
Że go więzi Twoja miłość i oddanie
I z kieszeni marynarki
Wyjmie stary rozkład jazdy,
mruknie
Tak mi trudno się odnaleźć
Ci mówiłem, że się stale
Czuję obco
Lecz następny gość się zjawia
Mówi, że nie musisz zważać
Na sny jego, gdyż nie będą obciążeniem żadnym
Ale znasz go i pamiętasz
Karty pewnie trzymał w rękach
Niegdyś złotych, dziś po łokcie rdzą przeżartych
Zamiast gry on teraz chce schronienia
Zamiast gry, chce bezpiecznego miejsca....
Z bólem patrzysz, że on taki
Stoi tu zrezygnowany....
Niby zniechęcony do tej świętej gry
w pokera....
I gdy on swe sny usypia
Widzisz nagle ...
jak dym, nadnim
Na kształ drogi się układa i rozwija
Na kształ drogi się układa i rozwija
Mowisz mu, by wszedł
gdy siądzie
Coś ci każe na drzwi spojrzeć
Drzwi otwarte - już Twój dom nie chroni Cię
Gdzieś na zewnątrz widzisz siebie
Nie bój się – niech szlak Cię wiedzie
Wiesz, kochanie, że to Ty
W tym, w czym tkwisz...
nie jesteś u siebie
- Czekałem, wiesz, by spotkać Cię
Lecz każde z nas gdzie indziej jedzie
I czuję, że to pora jest, ta pora, żeby, wiesz...
Przesiąść się....
Niczego nie ukartowałem,
uwierz
Względem Ciebie, czy w ogóle...
Nie planowalem nic,
naprawdę...
A ty słuchasz go i nie wiesz, o czym mówi
A ty słuchasz go i nie wiesz, czego pragnie
Na jutro się umówmy - mówi
Tam na brzegu, pod tym mostem
który wznoszą
nad bezkresną wstęgą rzeki….
Po czym wsiada do kuszetki
I w jej wnętrzu znika ciepłym
I rozumiesz, że dla niego tak bezpieczniej
Nie jest obcym, jest u siebie...
Wszędzie.....
OK, mówisz...
most, czy gdzieś tam potem jeszcze….
Sprzątając po nim te jokery
Zobaczysz, że Ci dał niewiele
I niczego nie zamienił w uśmiech
On, jak każdy gracz, celował w kartę
Tak wysoką, aby raczej
już nie musiał tu dobierać dalej
Był jak Juzef, co wypatrzył w nocy stajnię
Był jak Juzef, co wypatrzył w nocy stajnię
